17.07.2011 :: 12:20 | Link | ~(6)~ Palce mnie świerzbią i głowa też. Coś tu się zacznie pojawiać regularnie mam nadzieję. Ale jeszcze nie teraz. Cava musi zamieszać w fusach żeby wyczytać z nich przyszłość. A niestety mieszanie jest czaso i pracochłonne. Generalnie Cava ma się dobrze. Czasami zaparzana jest z nawet z ziaren Kopi-Luwak. I to w słowie czasami kryje się klucz do cavovego dobra. Niech moc kawy będzie z wami. Szczęście tkwi w ziarenku. 22.05.2011 :: 15:52 | Link | ~(5)~ A może jednak wszystko będzie dobrze? Może wszystko się ułoży? Nie. Zmień czas na teraźniejszy. Jest dobrze. Wszystko się układa, nawet jeśli się zasupła, to się wyprostuje.
♫ Pati Yang "Near to God" 18.05.2011 :: 05:39 | Link | ~(5)~ Za dużo nie myśleć. To powinno być moim mottem życiowym. Ale ja tak nie potrafię. Rozkładam na czynniki pierwsze, analizuję, rozważam za i przeciw, biję się z myślami... A życie i tak rozwija dywan lub rzuca kłody pod nogi i w dupie ma moje filozofowanie. Czasem doszukuję się prawd oświeconych tam, gdzie nie ma nawet głupkowatego gadania. Ehhhh... Taka to cava pomieszana. Aha, i złapałam welon. 06.05.2011 :: 13:27 | Link | ~(7)~ Tak, kocham go a on mnie. Tak, podtrzymuję wszystko to, co napisałam. Tak tak, nadal nie wyobrażam sobie jakby to było gdyby go nie było. Ale... No właśnie, zawsze musi być jakieś ale... czyżbym była za stara na pierwsza prawdziwą miłość? Wiek mam jak na warunki XIX wieczne bardzo bardzo staropanieński, co przekłada się na istotny fakt, iż przez ćwierć wieku byłam sobie sterem, żeglarzem i okrętem (sterówką,żeglarką i okrętką?), radziłam sobie w czasie burz i sztormów a gdy niebo robiło się błękitne a wody spokojne, wystawiałam na swój pokład leżaczek, wystawiałam twarz do słońca i marzyłam, nie ja nie marzę, ja myślę- więc myślałam o tym Nim, który sobie gdzieś tam chodzi i dycha a ja też dycha to razem będą dwie. Aż w końcu przyszedł. Nie było go a jest. Czy go kocham? Tak. Kocham go bardzo. Ale nie jestem (ślepo) zakochana, nigdy nie byłam. On jest najbardziej podobną do mnie osobą, jaką spotkałam. Tylko przy nim jestem taka jak naprawdę. Tylko przy nim nikogo nie udaję, nie staram się być lepsza, bardziej inteligenta, mądra, dowcipna czy też bardziej głupia niż jestem. Przy nim mogę się podrapać, chodzić nieumalowana, z podpuchniętymi oczami, w tłustych włosach i w starym dresie. I się nie wstydzę. Mogę też założyć najbardziej szałową kieckę, obcasy, zrobić się na bóstwo i włączyć tryb "jestem laską". Tylko z nim mi się tak dobrze rozmawia, o wszystkim i o niczym, o sztuce, teatrze, malarstwie, przyrodzie, historii, kulturze. Pod tym względem on jest ucieleśnieniem moich marzeń- rozmyślań- i cichych modlitw na łące o mężczyznę inteligentnego, z którym będę mogła porozmawiać o wszystkim, o moją bratnią duszę.... I co? I dostałam, co chciałam. Teraz wiem, że trzeba bardzo uważać, czego się pragnie, bo może się to spełnić. Chciałam inteligentnego to mam inteligenta mówiącego po japońsku, wpadającego w mini-depresje, oglądającego tylko ambitne filmy, troszkę zarozumiałego, z wiedzą aż za dużą za to bez finalnego punktu kończącego edukację wyższą (bo po co mu papier skoro i tak będzie zarabiał grosze). Mam partnera, który zarabia mniej niż ja a który swoje ostatnie pieniądze przeznaczyłby na książkę a nie bułkę. Mam modowego abnegata, któremu nie przeszkadza, że chodzi piąty raz z rzędu w tej samej bluzie, nie myśli o tym, czy pociąga mnie fizycznie, skoro wie, że jego mózg działa na mnie jak magnes. Mam mężczyznę bez konkretnego planu na życie, który być może wbije gwóźdź w ścianę ale nie wymieni żarówki (lub odwrotnie). Czasami chce mi się krzyczeć z bezsilności, nie wiem czy dam radę o niego walczyć żeby chciało mu się chcieć, nie wiem czy to jest ta miłośc, która zdarza się raz w życiu, ta najprawdziwsza, taką, której właśnie dlatego, że się kocha, daje się odejść...? Taka miłość za bardzo. Nie wiem. Po prostu nie wiem co począć. I nie oczekuję tutaj odpowiedzi, prędzej czy później znajdę ja w sobie. 02.05.2011 :: 19:27 | Link | ~(3)~ Powinnam dziękować za to, co mam. Przecież nie jest źle, przecież nikt mnie nie krzywdzi,wszystko się prostuje, świat stoi przede mną otworem, drobne kłopociki są jak pieprz a życie bez odrobiny pieprzu nie ma smaku (chociaż ja pieprzu nie lubię tak swoją drogą...). Dlatego dziękuję za to, co mam. Bardzo dziękuję. Tyle, że ja zawsze boję się tej jednej rzeczy, o której nawet nie chcę myśleć a tym bardziej pisać, nie mogę jej wyartykułować. Więc napiszę o panu M., który dedykuje mi piosenkę z linku. Napiszę o panu M., który wszedł w moje serce cichaczem, wcale nieproszony a tym bardziej nieoczekiwany. Ba! Wręcz przeciwnie! Czekałabym kiedyś na niego bardziej z trwogą niż rozpostartymi nogami, Tfu!, rękami. A dzisiaj nie wyobrażam sobie już jak to było bez niego i jak być może kiedyś,gdyby to miało się skończyć. Bo on to ja a ja to on.
Rozlała się po moim ciele jak czerwone wino sączone nieśpiesznie. I tak mi dobrze, tak ciepło gdy otula mnie ramionami, przyciąga do siebie. Potrzeba przelania w piksele swych myśli.
A w sekrecie wam powiem, że ubóstwiam gdy tak otula mnie ramionami i przyciąga do siebie... W sekrecie wam powiem, że (go) kocham...
♫ Ladyhawke "Morning dreams" 10.09.2010 :: 04:05 | Link | ~(7)~ Cztery dzielone przez trzy w półśrodku nocy i dnia. Pisać dużo nie będę, to co czuję było, jest i będzie... Po prostu stale mijamy się.